Historia o zaklętym księciu

Autor: Karolina Mierzwa

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, był sobie piękny zamek. Od prawie 150 lat należał do rodu Laross, czyli bardzo bogatej rodziny królewskiej. Mieszkali oni w pięknej krainie i władali cudownym królestwem. Król był mądrym, dzielnym i pogodnym mężczyzną. Królowa piękną równie mądrą, dostojną oraz radosną kobietą. Ich syn był młody, przystojny, dobrze się uczył, ale miał jedną wadę – był samolubny.

Pewnego dnia, gdy rodzice królewicza rozmawiali z urzędnikami o różnych ważnych sprawach, kucharze przygotowywali kolację dla gości oraz królewskiej rodziny, a służba zamkowa sprzątała pokoje, do wrót ktoś zapukał. Królewicz bardzo ciekawy kto to może być, wyszedł z pokoju i pobiegł zobaczyć gościa. Wszyscy byli jednak czymś zajęci, więc chłopiec tak się zniecierpliwił, że sam otworzył wrota. Ku jego zdziwieniu za drzwiami zamku zauważył… niskiego wzrostu, chudą, brzydką, zgarbioną staruszkę.

– Młodzieńcze, bądź tak miły i podaruj mi choć kromkę chleba i szklaneczkę wody. – powiedziała staruszka.

– Przykro mi, ale nie lubię się dzielić swoim jedzeniem, piciem, ani w ogóle moimi rzeczami. Do widzenia! – odpowiedział.

– Ale kochane dziec… – wtedy wrota się zatrzasnęły, a książę odszedł.

            Po kolacji chłopak tak jak zawsze wrócił do swojego pokoju.  Już położył się do łóżka, przykrył kołdrą, gdy nagle usłyszał jakiś dziwny, dość głośny, nieprzyjemny dźwięk. Dochodził zza okna. Królewicz podszedł tam i stanął dwa lub trzy metry od niego. Wtedy do pokoju wleciała średniej wielkości istota. Przerażony chłopak schował się za łóżkiem. Jednak ciekawość go nie opuszczała.

– Czy tty … ty jjesteś wrróżką?

– Naprawdę mnie nie poznajesz? Nie poznajesz staruszki, której odmówiłeś jedzenia i picia? Masz tak wiele, jesteś taki bogaty, a niczym się nie podzielisz?! Jesteś taki samolubny! Spotka cię za to zasłużona kara. Zostaniesz zamieniony w małego ślimaka. Abyś mógł znowu stać się człowiekiem, musisz w ciągu najbliższych dwóch miesięcy dotrzeć do tamtej wieży – pokazała palcem na wierzę sprawiedliwości, czyli siedzibę wróżek. – Jeżeli spotkasz kogokolwiek, kto będzie głodny, smutny lub zagubiony, musisz mu pomóc. Jeśli tego nie zrobisz, na zawsze zostaniesz ślimakiem. Życzę Ci powodzenia, samolubny ślimaku.

Po kilku minutach zaklęty książę wyruszył do miejsca wskazanego przez wróżkę, ponieważ niczego nie pragnął bardziej, niż stać się znowu człowiekiem. Droga była trudna, szczególnie w nocy, ale uważać musiał cały czas. Po drodze rozmyślał nad swoim zachowaniem – nie tylko przy staruszce, ale i na co dzień. Postanowił sobie, że gdy uda mu się wrócić do domu, przeprosi wszystkich, którym zrobił przykrość, albo coś złego i niemiłego. I tak upływały mu minuty, kwadranse, godziny, dni… Szedł i myślał, szedł i myślał.

Pewnego dnia, gdy zatrzymał się na krótki odpoczynek, usłyszał jakiś stukot a potem jęk. Wstał i szybko, ale ostrożnie, poszedł w kierunku, z którego dochodziły te dźwięki. Zobaczył tam większego od siebie motyla. Przypomniał sobie wtedy słowa wróżki. Podszedł do owada i zapytał :

– Co się stało?

– Uciekałem przed ogromnym bąkiem i nie zauważyłem drzewa. No i … – reszty ślimak sam się domyślił.

– A czy coś ci się stało?

– Chyba zwichnąłem sobie skrzydło. Ale przynajmniej mogę chodzić.

– Może pomogę ci, co?

– Byłbym bardzo wdzięczny.

I tak przez następne dni szli razem do Wieży Sprawiedliwości. Upłynął już miesiąc i trzy tygodnie, a do wieży zostało im jakieś 800 metrów. Ślimak opowiadał motylowi o tym, jak to została rzucona na niego klątwa. Towarzysz natomiast zapomniał o wielu rzeczach, które się kiedyś zdarzyły, więc  można powiedzieć, że częściowo stracił pamięć. Znowu mijały sekundy, minuty i godziny, a rozmowom nie było końca.

Po wyczerpującej, długiej wędrówce, w końcu stanęli przed wieżą. Okazało się jednak, że jest ona tak wysoka, że nie zdążą wejść na jej sam szczyt, bo została im tylko godzina. Wtedy motyl powiedział :

– Ślimaku, jestem duży i silny. Wniosę cię na tę wieżę. Wskakuj mi szybko na plecy. Polecimy tam razem!

– Jesteś pewien?

– Tak. Dla przyjaciela zrobię wszystko!

Wtedy ślimakowi zrobiło się ciepło na sercu. Nigdy nie miał prawdziwego przyjaciela.

Ślimak wszedł na plecy motyla i polecieli razem na szczyt wieży. Już zostały im tylko 3 metry, 2, 1. I w końcu dotarli.

– Jesteśmy. Jesteśmy!!! – krzyknął ślimak z radości i uściskał motyla – Dziękuję, bardzo ci dziękuję! – szybko zapukali do drzwi wieży. Wtedy wyszła wróżka, która rzuciła klątwę na księcia i powiedziała:

– Obserwowałam całą twoją podróż. Widziałam, że postępowałeś dobrze, i że wszystko sobie przemyślałeś. Teraz widzę również, że masz swojego nowego przyjaciela. Dobrze, zgodnie z naszą umową odczaruję cię.  MEDICUS ALABA POMINTE !!!

Gdy skończyła, okazało się, że motyl również był przemienionym chłopcem, który w taki sposób został ukarany za swoje złe uczynki. Współpracując z młodym księciem również udowodnił, że zrozumiał swoje błędy i postanowił stać się lepszym człowiekiem. Chłopcy bez wahania padli sobie w ramiona.

Młodzieńcy wrócili razem do swoich domów. Okazało się, że mieszkają w sąsiednich królestwach. Obaj nigdy już nie zrobili nic samolubnego. Odtąd zawsze nieśli pomoc innym i rzadko kiedy myśleli tylko o sobie. I, jak to w bajkach bywa, żyli długo i szczęśliwie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *