Szkoła dawniej a dziś – prace uczniów klasy 7a

Dzisiaj wielu z nas narzeka na to, jak wygląda współczesna szkoła. Ale czy naprawdę mamy powody, żeby marudzić? Nauka zdalna – mamy nadzieję! – za chwilę się skończy, a my wrócimy nie tylko do budynku, w którym spędzamy dużą część naszego dnia, ale także do społeczności, która od początku w jakiś sposób nasz kształtuje. Wrócimy do miejsca, w którym czujemy się bezpiecznie i które (zazwyczaj) bardzo lubimy. Ale czy zawsze szkoła wyglądała właśnie w taki sposób? Zapraszamy do przeczytania tekstów, które tuż po omówieniu „Syzyfowych prac” Stefana Żeromskiego, napisali uczniowie klasy 7a.

Autor: Gabrysia Dudek

Niedawno zostałam poproszona przez szkolne kółko książkowe o wypowiedzenie się na temat szkolnictwa na przełomie lat. W mojej opinii musiałam skorzystać z wybranej przeze mnie lektury. Postanowiłam porównać naukę dzisiejszych czasów ze szkołą opisywaną w powieści “Syzyfowe prace” Stefana Żeromskiego. Kiedy wręczyłam im swoją odpowiedź większość członków klubu była zdumiona długością tekstu, gdyż od pozostałych osób usłyszeli jedynie kilkuzdaniowe wypowiedzi. Chwilę po tym, jak usłyszałam prośbę o napisanie owego tekstu zaczęłam wyobrażać sobie jak to wszystko mogło wtedy wyglądać. Niestety nie potrafiłam idealnie odwzorować w swojej głowie wszystkiego, co przeczytałam w książce Żeromskiego.

     Marcinek Borowicz żył w Polsce pod zaborem rosyjskim. W wieku ośmiu lat rodzice postanowili wysłać go do klasy wstępnej, gdzie miał przygotować się do pierwszej klasy gimnazjum. Malec miał uczyć się w wiejskiej szkole w Owczarach pod okiem państwa Wiechowskich – tamtejszych nauczycieli. Marcin już w pierwszym dniu szkoły zasmakował, jak wygląda nauka w placówce będącej pod czujnym okiem rusyfikatorów. Mimo, że państwo Wiechowscy byli Polakami z krwi i kości, mieli oni obowiązek narzucać dzieciom język rosyjski w każdy możliwy sposób. Pan Wiechowski kazał uczniom śpiewać rosyjskie piosenki będące zamiennikiem polskich. Dzieci nie zdawały sobie początkowo sprawy z prób zrusyfikowania ich, więc chętnie uczestniczyły w lekcjach. Marcinek nie chciał zawieść swojej ukochanej mamy, dlatego mimo trudności z arytmetyką, czy podstawowym językiem rosyjskim, nie poddawał się. Nauka w XIX-wiecznych szkołach różni się od obecnej przede wszystkim tym, że nikt nie narzuca aktualnie uczniom języka i nie próbuje ich wynarodowić. Każdy ma swój wybór i nikt go do niczego nie zmusza.

     Kiedy Borowicz uczęszczał do gimnazjum obowiązkowe były mundurki i nikt nie miał prawa nawet dyskutować na ten temat. Każdy gimnazjalista bez względu na klasę miał obowiązek nosić szkolny mundurek, w którego skład wchodziły spodnie, granatowa kurtka oraz czapka z czarnym daszkiem. Przeważnie na czapce znajdował się symbol szkoły, do której chodził młodzieniec, aby dało się go zawsze i wszędzie odróżnić od pozostałych ludzi. Ograniczało to tamtejszym uczniom przede wszystkim swobodę. Jako przykład weźmy sytuację, kiedy jakaś osoba, która zobaczyłaby wymykające się z lekcji dziecko, w łatwy sposób mogłaby donieść na niego do dyrekcji szkoły. W ten sposób młodzieniec zostałby wydalony, a jego nauka w danej szkole zakończyłaby się. Jeżeli mielibyśmy porównać to do dzisiejszych czasów, to pierwszą ważną różnicą jest fakt, że dyrekcja szkoły daje wybór odnośnie mundurków zarówno uczniom, jak i rodzicom. Decyduje wybór większości uczniów. Drugą ważną różnicą jest to, że za nieobecność na lekcji nie grozi usunięcie z placówki, co najwyżej uwaga w dzienniczku z informacją dla rodziców. W dawnej szkole dostanie pozwolenia na zabranie dziecka ze szkoły na krótki okres czasu było praktycznie niemożliwe. Jest to zupełnie odwrotna sytuacja do tej, którą mamy w obecnych czasach, ponieważ wystarczy krótki wpis do nauczyciela, aby uczeń został zwolniony z godzin lekcyjnych.

     Jedną z najbardziej niesprawiedliwych rzeczy, jaka miała miejsce w drugiej połowie XIX wieku jest to, że aby dostać się do szkoły trzeba było zapłacić. Większość rodziców tak naprawdę nie zdawało sobie nawet sprawy z tego, że jest to podstęp. W książce opisany jest fragment, w którym pani Borowiczowa wykupuje kilka godzin korepetycji dla synka u pana Majewskiego, który był jednym z egzaminatorów. Usłyszała ona, że uczniowie biorący u niego korepetycje z łatwością zdają egzaminy. Zachowanie to było niedorzeczne, ponieważ większe szanse na przyjęcie miały oczywiście osoby bogatsze. Dzisiaj praktycznie każdy ma dostęp do nauki, może uczyć się za darmo, a to czy przechodzi do następnej klasy zależy jedynie od wkładu jaki włoży w naukę. Nikt nie zwraca uwagi na to, czy uczeń pochodzi z bogatszej czy biedniejszej rodziny, a na postęp jaki osiąga.

     Dlaczego do porównania wybrałam akurat “Syzyfowe prace”? Wybrałam tą książkę, ponieważ pokazuje ona jak ciężko żyło się ludziom, którzy sprzeciwiali się rusyfikatorom lub też poddawali się im. Książka uświadamia nas, że jeżeli człowiek chciał osiągnąć coś więcej, chodząc do szkoły był automatycznie poddawany naciskowi ze strony Rosji. Tylko prawdziwi patrioci utrzymywali jasność umysłu i nie ulegali rusyfikacji. Myślę, że ludzie powinni bardziej doceniać to co mamy teraz, ponieważ poprzednim pokoleniom żyło się znacznie trudniej.


Autor: Hanna Solska

        W dzisiejszych niespokojnych czasach protestów społecznych, strajków, demonstracji i interwencji  policji w oczach wielu ludzi zmienia się obraz świata do którego byliśmy przyzwyczajeni. Szczególnie dzieci i młodzież wielu rzeczy nie rozumieją i trudno im się odnaleźć w tych nowych okolicznościach. Ich sytuacje pogarsza fakt, że przez zamknięcie szkół z powodu pandemii są odcięte od środowiska rówieśników, które jest dla nich niezbędne do prawidłowego rozwoju. W kontaktach z kolegami i koleżankami znajdują odpowiedzi na różne pytania, sprawia im to radość i zmniejsza uczucie osamotnienia w tym trudnym świecie. Na szczęście dzięki nowoczesnej technologii  dzieci mają możliwość nauki zdalnej. Jest to bardzo istotne, ponieważ nie pojawią się ogromne luki w ich wiedzy. Jak i również mają kontakt z nauczycielem, który często jest ich autorytetem, a to zmniejsza poczucie leku przed nieznanym na przykład dalszym przebiegiem epidemii. Najważniejsze jest jednak to, że szkoła jest wolna i pozwala na ich samodzielny rozwój. Oczywiście muszą zrealizować program nauczania, ale mogą czytać co chcą, oglądać filmy, rozwijać swoje zainteresowania.

      A nie zawsze tak było, po utracie niepodległości zaborcy narzucali uczniom swoją kulturę i swój język. Często zakazywano czytać polską literaturę, uczyć się polskiego, a nawet mówienia w ojczystym języku. Uczono wtedy dzieci po rosyjsku. Uczniowie  byli upokarzani i karani przez nauczycieli. Najczęściej  traktowane w ten sposób były dzieci z ubogich rodzin. W szkole mojej babci, w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, nakazywano noszenie granatowych fartuszków z białymi kołnierzykami, obowiązkowe były tarcze szkolne z nazwą szkoły, była to mała plakietka wykonana z sukna albo filcu najczęściej w kształcie tarczy herbowej, przeznaczona do noszenia na ubraniach w celu identyfikacji szkoły do której się uczęszczało. Dla niektórych tarcza była honorem, byli dumni ze swej szkoły. Innych powstrzymywała przed niewłaściwym zachowaniem.

Myślę, że w dzisiejszych czasach znaleźli by się uczniowie, którzy z chęcią by nosili tarcze, ale większość raczej była by przeciwna. Pewnie uważali by, że noszenie tarczy ogranicza ich wolność. A wolność jest w obecnych czasach jedną z najważniejszych wartości.


 Autor: Jakub Kacprowicz

      Siedząc ostatnio wraz z rodzicami na kanapie rozmawialiśmy o szkole podczas pandemii. Jak zawsze zaczęły się porównania do tego co było wcześniej. Padły takie zdania jak  ,, A za moich czasów to….”. Nie ukrywam nie lubiłem tych porównań, ponieważ świat się zmienia, wykształciły się nowe poglądy, no i oczywiście nowe społeczeństwa. Jasne jest więc to, że moi rodziciele chodzili do ,,INNEJ” szkoły.

      Szkolnictwo kiedyś. Chciałbym się skupić głównie na okresie rusyfikacji. Aby moje porównania miały jakiś punkt odniesienia wykorzystam przykłady z powieści Stefana Żeromskiego ,, Syzyfowe Prace”. Główny bohater, którym jest Marcin Borowicz uczęszcza do jednej ze szkół, w której był dość wysoki rygor. Ciągłe kontrole, lekcje religii po rosyjsku, zakaz czytania polskiej literatury i nauki języka polskiego. To było naprawdę trudne. Jedną z sytuacji najbardziej tkwiącą  w mojej pamięci była wizytacja inspektora Jeczmieniew, która zaskoczyła wszystkich czytelników, w tym również mnie. Mianowicie mam tutaj na myśli moment, kiedy cała wieś oskarżyła nauczyciela Wiechowskiego o przymusowe śpiewnie pieśni prawosławnych. Mimo iż wydawało się to dosyć absurdalne, to uchroniło mężczyznę od jednej z represji.  Wizytacja zakończyła się podwyżką pensji dla pracownika szkoły.  Uczniowie kiedyś byli tak spragnieni ojczystej literatury, że tworzyli tajne komplety. Pewnie dużo osób słyszało o takiej definicji na lekcji historii, ale jeśli ktoś z was ją przespał to już tłumaczę. Są to spotkania, którym towarzyszy ciągłe czytanie i pogłębianie wiedzy dzięki książką.  Niestety ,,skutkiem ubocznym” takich spotkań, kiedy zostały one odkryte przez policję, były srogie kary. Tak było w przypadku Bernarda Zygiera, który został wydalony ze szkoły i był pod ciągłym nadzorem.  

       Szkoła teraz. Różni się ona diametralnie od tej, do której uczęszczał Marcin Borowicz.  Dzisiaj już nie żyjemy w ciągłej presji i niewiadomej co zdarzy się jutro. Mamy to szczęście, że nie jesteśmy podporządkowani innemu państwu, nie musimy uczyć się, czytać w  innym języku.  Nie potrzebujemy już organizować tajnych spotkań, aby się uczyć. Aczkolwiek nawet jeśli byśmy chcieli to nie możemy, ponieważ występują ciągłe obostrzenia związane z narodową pandemią 😉 Warunki do nauki.  Przemysł, a głównie usługi i sektor ID bardzo się rozwijają. Mamy dostęp do podręczników online, filmów naukowych, tablic interaktywnych. Nasi przodkowie nie mieli nawet pojęcia, że coś takiego kiedyś powstanie. Tydzień roboczy. Teraz chodzimy do szkoły od poniedziałku do piątku, natomiast dawniej szkoła była otwarta od poniedziałku do soboty. Daje nam to więcej czasu wolnego, który można poświęcić na rozwijanie własnych pasji i zainteresowań.

     Mam nadzieję, że tym krótkim, ale dość obszernym felietonem przedstawiłem wiele powodów, przez które słyszymy bardzo popularne zdanie ,,A za moich czasów to….’’.  Na pewno ma ono wytłumaczenie, ale czy powinniśmy się zamykać na to co było kiedyś? Jasne, łatwiej jest stanąć w miejscu i nie iść dalej niż rozwijać się, tworzyć ,,nową historię’’. Jak to mówi jeden z moich ulubionych cytatów z piosenki ,, nowe pokolenie my mamy głos, nowe pokolenie więc użyjmy to….’’. Z tą myślą was zostawiam.


Autor: Maja Zarzycka

              Szkoła to pojęcie wielofunkcyjne, z jednej strony staje nam przed oczami budynek, w której środowiska uczniowskie i pedagogiczne wspólnie wykonują pracę. A z drugiej strony szkoła to pojęcie większe niż budynek który widzimy. Tu z dzieci wyrastają dorośli, to tu spotykamy pierwszych przyjaciół, uczymy się nie tylko przedmiotów ale i odpowiedzialności. To tu otrzymujemy pierwszą szkołę z życia. Bez tego nasze uczniowskie życie byłoby niepełne.

              Powieść Stefana Żeromskiego pt. Syzyfowe prace” jest obrazem systemu edukacyjnego pod koniec XIXw. System ten daleko się różni od obecnego nie tylko tłem historycznym ale także wiedzą z zakresu edukowania, czy wiedzą pedagogiczną. Szkoła z Syzyfowych prac nie jest placówką przyjazną i dostępną dla każdego. Uczą się tam dzieci z zamożnych rodzin lub jak nasz bohater Marcin Borowicz zubożałej szlachty. Bohaterowie powieści nie mieli niczego co dzisiejsze szkoły oferują, nie było języka polskiego, wolności poglądów, opieki nauczycieli nad uczniami. W szkole panował okrutny system kar cielesnych, dowodem jest np. zauważenie przez Marcinka pięciopalczastej rzemiennej dyscypliny.

              Dotkliwy staje się brak wsparcia dorosłych, nasz bohater od styczniowego przyjazdu do szkoły musi radzić sobie sam. Z resztą nie tylko on. Dzieci oddane na stancje przeżywały rozstanie z rodzicami nikt nie przejmował się ich wychowaniem. Wychowanie polega jedynie na karach.  W szkole pod zaborem Rosyjskim uczniowie byli zastraszani, obserwowani przed donosicieli, pokoje były przeszukiwane. Wszystko po to aby zwalczać polskość. Wykorzeniać ją z młodego pokolenia. Osobiście nie chciałabym żyć pod koniec XIX wieku.

              Szkoła dziś ma zupełnie inny wymiar. Według mnie wraz z czasem wszystko się zmieniało na lepsze. Dziś możemy uzyskać pomoc u dorosłych, nasze dysfunkcje są zauważane przez nauczycieli przez co łatwiej przechodzimy etap szkolny. Ośrodki edukacyjne mają bogate zaplecze: stołówki, świetlice czy sklepik szkolny. Place zabaw, zajęcia dodatkowe, pozwalają się odprężyć i jednocześnie uczyć.

              Gdybym miała wybór nigdy nie wybrałabym szkoły z Syzyfowych prac, powodów jest wiele ale najważniejszy jest fakt że dziś jestem szanowana jako człowiek ale także jako Polka. Czasy się zmieniają a edukacja wraz z nim, wierze że z każdym rokiem będzie lepiej i ciekawiej.


Autor: Bartłomiej Kalbarczyk

Szkoła wiecznie wzbudza kontrowersje u polityków, pedagogów, rodziców i uczniów. Można zadać sobie pytanie, dlaczego tak się dzieje? Każdy zastanawia się co można w szkole ulepszyć, poprawić, aby każdy w szkole czuł się bezpieczny i mógł  mieć wolność wyboru i możliwość wyrażania swojego zdania.

W dzisiejszych czasach wydaję mi się, że jest to spełnione. Mamy prawo wyrażania swoich poglądów, mamy swoje prawa i obowiązki. Nikt nie jest dyskryminowany ze względu na wyznawaną wiarę, poglądy polityczne oraz przekonania. Czy tak było zawsze. Nie sądzę.

Dobrze jest to ukazane w książce ,,Syzyfowe prace’’ Stefana Żeromskiego. Nauczyciele mają plan zrusyfikowania dzieci i młodzieży polskiej. Polacy, zapierający się polskości dla dostatku i kariery. Stwarzający wobec uczniów pozory wyrozumiałości i przyjaźni robią uczniom wodę z mózgu i realizują ,,misje wynarodowiania Polaków’’.

Zadaję sobie pytanie, dlaczego tak postępowali? Czy utrata tożsamości narodowej nie była dla nich ważna? Czy awans w pracy, kariera zawodowa, obietnica pięknego mieszkania była tego warta?

Na usta ciśnie się coraz więcej pytań. Często nie zrozumiałych dla człowieka XXI wieku. Nakaz prowadzenia nauki w języku rosyjskim, podręczników, odmawianie modlitwy po rosyjsku, było ograniczeniem ich wolności. Dzieci wiejskie nie zdobywały wiedzy, nie rozwijały samodzielnego myślenia, lecz wkuwały na pamięć.

Egzaminy wstępne młodzieży gimnazjalnej odbywały się w języku rosyjskim. Za mówienie po polsku wymierzana była kara pozostania po lekcjach w ławce, chłosta lub wydaleniem ze szkoły z ,,wilczym biletem’’, która uniemożliwiała kontynuowanie nauki w jakiekolwiek szkole. Inwigilacja uczniów odbywała się nie tylko w szkole, ale poza nią śledzony był ich każdy krok.

Czemu to miało służyć? Panowaniu nad rozwojem młodego człowieka, który zależy od wielu czynników: od środowiska wychowawczego, szkolnego i rodzinnego, od ludzi, z którymi się styka i rozmawia, od książek które czyta. Inwigilacja młodzieży w szkole współczesnej jest znikoma. Uczniowie mogą więcej, ale nie przekraczając ustalonych zasad szkolnych. Mają prawo wyrażania swojego zdania, mówienia w języku takim jakim chcą. Nie jest im narzucana religia jaką mogą wyznawać, nikt ich za to nie wytyka palcami. A co z nauczycielami? We współczesnym czasie ich zadaniem jest przekazywanie nam wiedzy, czuwanie nad naszym bezpieczeństwem i motywowaniem nas do nauki. Podejrzewam, że żaden uczeń nie czuje się osamotniony w murach szkoły i może swobodnie wyrażać swoją przynależność narodową i polityczną.

W czasie zaboru rosyjskiego młodzież była zostawiana sama sobie i na żadne wsparcie ze strony społeczeństwa dorosłego liczyć nie mogła. Ciągła inwigilacja i rusyfikacja, odcięcie od literatury narodowej, sterowanie młodzieżą przynosiły zamierzony cel dążeń rusyfikacyjnych.

Moim zdaniem było to metody bezwzględne i niemoralne. Stanowiły niezwykłe niebezpieczeństwo dla narodu polskiego.

Czy książka wpłynęła na moje postrzeganie szkoły? Wydaję mi się że tak. Cieszę się, że żyję w czasach teraźniejszych, w których jestem ważny pod tak wieloma aspektami. Szkoła nas nie tłamsi, a tylko motywuje dając nam wolny wybór dalszej drogi.


Autor: Julia Pająk

Do napisania tego felietonu zainspirowała mnie książka Stefana Żeromskiego pt., Syzyfowe Prace”. Opowiada ona o losach ucznia kształcącego się w czasach zaborów. Akcja powieści dzieje się w czasach, kiedy to sam autor chodził do szkoły, więc dzieło zawiera wiele faktów o tym trudnym dla Polaków okresie.

W szkole pod zaborami występowała mała różnorodność przedmiotów. Nauczano jedynie takich przedmiotów jak: pisanie polskie i rysunki, czytanie rosyjskie, arytmetyka, nauka pamięciowa o wagach, miarach i monecie, czytanie polskie, roboty domowe (coś podobnego do dzisiejszej techniki z tą różnicą, że prace trzeba było wykonać na stancji), nauka religii i moralności oraz łaciny. Lekcje trwały godzinę oraz była tylko jedna przerwa w ciągu całego dnia (obiadowa).     

W szkole pod zaborami nie było liceum ani podstawówki. Naukę zaczynało się od szkoły początkowej. Następnym etapem edukacji było gimnazjum (męskie i żeńskie) w którym najpierw chodziło się do klasy wstępnej.  Naukę w gimnazjum kończyło się w klasie ósmej, po której pisano maturę. Później, bardziej zdolni uczniowie zaczynali naukę na uniwersytecie.

W XIX wiecznej szkole występowała korupcja. Teraz, wydaje się to bardzo nieetyczne i nieuczciwe, ale kiedyś było to wręcz ,,na porządku dziennym’’. W ,,Syzyfowych Pracach”, aby dostać się do gimnazjum, trzeba było uczęszczać na płatne korepetycje u egzaminatora – p. Majewskiego. Wszyscy uczniowie, którzy zdali egzaminy, uczęszczali na dodatkowe lekcje.

Do XIX wiecznej szkoły chodziły tyko dzieci z bogatszych rodzin. Chłopskie dzieci nie miały praktycznie żadnych szans na wykształcenie, przez co były ,,skazywane’’ na taki sam poziom życia jak ich rodzice.

W szkole pod zaborami, noszono mundurki. W przypadku chłopców był to garnitur i czapka, do których były przyczepione tarcze z nazwą szkoły. Wszystkie te elementy miały kolor granatowy.

 W XIX w. uczniowie mieszkali na stancjach. Było to coś pomiędzy pensjonatem, a internatem. Prowadzili je obcy ludzie, mieszkający niedaleko szkół. Zatrudniano w nich korepetytorów, którzy pomagali w nauce mieszkańcom stancji. Miały one różne standardy w zależności od pieniędzy, jakimi dysponowali rodzice ucznia.      

W szkole pod zaborami występowała rusyfikacja (jeśli szkoła znajdowała się na terenie zaboru rosyjskiego). Było to narzucanie kultury, zwyczajów, tradycji, religii, a wyśmiewanie polskiej historii. Wszystkie lekcje były prowadzone w języku rosyjskim, zakazano mówienia w j. polskim. Kiedy uczeń miał spór z nauczycielem, który był Polakiem, dyrekcja zawsze przyznawała rację dziecku.

Jednym z elementów rusyfikacji w gimnazjum, do którego uczęszczał Marcin Borowicz, było koło literatów. Podczas tych zajęć pozalekcyjnych, uczniowie z różnych klas zbierali się razem i omawiali różne, rosyjskie książki, wiersze oraz piali własne utwory, które fałszowały obraz Polski i Polaków. Następnym z działań rusyfikatorów, było prowadzenie j. polskiego, przez zastraszonego nauczyciela. Lekcje te były postrzegane przez gimnazjalistów jako nieciekawe.          

 Nauczyciele przeprowadzali inspekcje, przeszukiwali rzeczy uczniów na stancjach, w celu wykrywania niedozwolonych książek w j. polskim.

Kiedyś, w szkole karano uczniów dużo bardziej surowo niż dziś. Nauczyciele stosowali kary cielesne, czyli bito uczniów. W powieści, kiedy główny bohater został przyłapany na strzelaniu z pistoletu, dostał karę siedzenia w kozie o samym chlebie i wodzie (w drodze wielkiej łaski, gdyż miał być wydalony ze szkoły).

Metoda nauczania bardzo różniła się od dzisiejszej. Metoda ta polegała na wykładzie, z którego uczniowie mieli robić notatkę we własnym zakresie. Było znacznie więcej odpowiedzi ustnych, większości rzeczy uczniowie uczyli się na pamięć.

Uczniowie nie wynosili żadnych postaw patriotycznych ze szkoły. Byli namawiani do takiego postępowania przez przyjaciół albo rodziców. Musieli organizować nielegalne spotkania, na których czytali zakazane utwory Mickiewicza czy Słowackiego, za co groziło – w najlepszym przypadku – wydalenie ze szkoły.

Dzisiaj, szkoła jest zupełnie inna niż kiedyś. Większość uczniów skarży się na czytanie lektur, które są dla nich nudne i niezrozumiałe, a przecież te same książki czytali ich rówieśnicy, ryzykując tak wiele. W XXI w. mamy o wiele lepiej niż dzieci w XIX w. Mamy prezentacje multimedialne, drukowane notatki, nieograniczony dostęp do materiałów dzięki internetowi. Nie jesteśmy karani cieleśnie, uczymy się w naszym ojczystym języku, każdy ma możliwość kształcenia się, swobodę rozwijania się w kierunku, który go interesuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *